Marcin Kołodziejczyk – B. Opowieści z planety prowincja

Byłoby niezmiernie przykro, gdyby ta świetna książka przeszła przez polską scenę literacką bez echa, ale kiedy szuka się informacji czy recenzji na jej temat, trudno znaleźć coś wartego uwagi. A szkoda, bo “Opowieści z planety prowincja” to współczesna kontynuacja twórczości piewców polskiej prowincji i przedmieść, takich jak zapomniany Marek Nowakowski.

Echa autora “Benka Kwiaciarza” odnaleźć można w proletariackim języku, na który Kołodziejczyk jest bardzo wyczulony. Krótkie zdania, ubogie słownictwo, bogactwo bluzgów – składają się na te opowiadania, które w większości składają się dialogów-opowieści.

Są to historie o polskiej prowincji, o świecie, z którego istnienia nie zdaje sobie sprawy większość mieszkańcow wielkich miast, przemieszczających się międzi nimi autostradami i pociągami Inter-City. Bohaterowie opowiadań Kołodziejczyka to gastarbaiterzy, robotnicy najemni, bezrobotni, matki na zasiłku z GOPS-u albo zwykli złodzieje. Żyją za kilkaset złotych miesięcznie, z których większość przeznaczają na tanie alkohole, produkty z Lidl’a i Biedronki. Spędzają swoje życie przed telewizorem. Poruszają się kolejkami podmiejskimi albo dwudziestoletnimi autami sprowadzonymi z Niemiec.

Marcin Kołodziejczyk nie wchodzi ani w rolę piewcy polskiej popegeerowskiej prowincji, ani nie jest kolejnym Stasiukiem, czerpiącym z rozpadu, biedy i marazmu powód do ochów i achów. Jest bardzo wnikliwym obserwatorem, wyczulonym na język, rytuały, obyczaje i styl życia tych ludzi. To właśnie człowiek jest w centrum zainteresowania autora. Czy dobry, czy zły, na to pytanie Kołodziejczyk nie odpowiada, pozostawiając to czytelnikom.

Reklamy

Yukio Mishima „Zimny płomień”

zimny-plomien_yukio-mishimaimages_big25978-83-247-0398-2Rekomendacja bardzo nieoczywista: Jadwiga Staniszkis w swojej książce autobiograficznej wymienia Mishimę w gronie swoich ulubionych autorów. Jako że autorefleksyjność Staniszkis robi na mnie piorunujące wrażenie, postanowiłem spradzić pisanie kogoś, kto robi piorunujące wrażenie na Staniszkis.

Yukio Mishima to postać bardzo wyjątkowa, głównie ze względu na okoliczności nieoczekiwanej śmierci. 25 listopada 1975 roku popełnia rytualne samobóstwo sepuku poprzez rozcięcie sztyletem swojego brzucha.

Zbiór opowiadań „Zimny płomień” dostarcza czytelnikowi przeglądu bogatej twórczości Mishimy. Książkę rozpoczyna klasyczne w budowie, wycyzelowane do najdrobniejszego szczegółu, subtelne i jednocześnie głębokie opowiadanie o tytule takim samym jak cała książka. Widać w nim chyba najlepiej, w jak genialny sposób za pomocą powściągliwej stylistyki potrafi Mishima konstruować sytuacje o ekstremalnym emocjonalnie natężeniu. Fabuła „Zimnego płomienia” rozgrywa się w kontekście tradycyjnego japońskiego teatru kabuki i opowiada historię homoseksualnych relacji pomiędzy znakomitym aktorem ról damskich Magiku, młodym reżyserem Kawasakim, a teatralnym asystentem Masuyamą, obserwującemu rozwijający się romans. Choć historia kipi emocjami miłości, zazdrości, lęku i radości, skonstruowana jest z wielkim pietyzmem i wyczuciem literackiej przestrzeni.

Tytułowe opowiadanie jest maksymalnie klarowne i przejrzyste kompozycyjnie, a jednocześnie przesycone ogromnymi emocjami. Podobne rzeczy można napisać o wszystkich pozostałych utworach składających się na ten zbiór. „Przejść wszystkie mosty” oparte jest na XVIII-wiecznej japońskiej tragedii. Szczególne wrażenie robi „Umiłowanie ojczyzny”, gdzie Mishima z niesłychaną precyzją opisuje swoje własne samobójstwo. „Perła” z kolei oparta jest na prostym schemacie kryminalnym. Banalna zguba (którą jest tytułowa perła) staje się punktem wyjścia ku budowie misternej konstrukcji podejrzeń, oskarżeń, skrywanych bądź wyrzucanych z impetem emocji.

Pisarstwo Mishimy jest jednocześnie lekkie i monumentalne, cyniczne i poważne, ulotne i ważne. Czy japoński pisarz zręcznie manipuluje tymi kategoriami, z kunsztem godnym geniusza literatury między nimi się porusza, czy też jego pisarstwo jest ponad tymi pojęciami, gdzieś o wiele, wiele wyżej?