Armando Iannucci „Śmierć Stalina”

śmierć stalina

Reżyser Armando Iannucci podjął się karkołomnej próby pokazania śmierci największego zbrodniarza wszechczasów w formie rubasznej angielskiej komedii. Wydaje się to  wyzwaniem niewykonalnym, jednak Włoch wyszedł  z tej trudnego zadania z tarczą w garści.

Jest rok 1953. Przenosimy się do ogarniętej terrorem Moskwy.  Codziennie z domów wyciągani są ludzie wpisani do przygotowywanych w tempie taśmowym listach Berii. Tysiące osób ginie codziennie bez śladu, bez procesów, a ich ciała zasypywane są w dołach z palonym wapnem. Wszyscy są podejrzani. Dzieci donoszą na własnych rodziców.

Wtem, nagle, umiera Stalin. Umiera w groteskowych okolicznościach. Nad jego zasikanym ciałem zbierają się najbliżsi towarzysze: Beria, Chruszczow, Mołotow i Malenkov. Każda z tych postaci – bez wyjątku genialnie zagranych – przedstawia głęboką przepaść między nieograniczonym ogromem władzy a osobistą pustką i małostkowością. Ludzie trzymający w rękach życie lub śmierć milionów osób są małymi, przebiegłymi i tchórzliwymi szczurkami kombinującymi, aby jak najwięcej ugrać po śmierci wodza, a przy okazji nie utracić życia.

Dla widza z kraju byłego bloku sowieckiego groteskowość tej walki o schedę po Stalinie może być oburzająca. Stalinizm kojarzymy z okresem mroku, terroru i ciągłego strachu, a stalinowskie czystki to najgorszy bodaj okres w powojennej historii Polski.

Iannucci pokazuje totalitaryzm jako ustrój, w którym nie rządzą wyrafinowani, inteligentni, zimni psychopaci. Stalin i jego otoczenie to według jego pomysłu, grupa mało rozgarniętych, chaotycznych, głupkowatych i strachliwych przygłupów. Przy takim podejściu totalitaryzm sowiecki staje się, paradoksalnie, jeszcze bardziej przerażający. Nie ma w nim jakiejkolwiek ideologii (choćby i najbardziej głupiej z możliwych), nie ma tam żadnej logiki, żadnej politycznej strategii. Śmierć Stalina obnaża banalność i pustkę tego ustroju, a to stawia jego okrucieństwo i zbrodnie w jeszcze bardziej przerażającym świetle.

Wspomniałem już o genialnym aktorstwie praktycznie wszystkich męskich odtwórców głównych ról. Szczególne wyraziste postaci stworzyli Armando Iannucci (Chruszczow) i Simon Beale (Beria). To właśnie ich, ale również pozostałych członków Komitetu Politycznego, dyskusje i sprzeczki toczone nienagannym, wyspiarskim angielskim, dodają atmosferze filmu nie tylko groteskowości, ale też uniwersalizmu.

Sowieccy komisariusze i generałowie ubrani, poruszający się i dyskutujący według europejskich manier to świetny zabieg reżysera udowadniający, że nie jest to film tylko o Stalinie. Nie jest to też film o totalitaryzmie sowieckim ani żadnym innym. Jest to bardzo uniwersalny film o władzy – pokusach z niej wynikających, ale głównie o tym, jak pod pod potężną realną władzą mogą się skrywać mali, żałośni i śmieszni ludzie.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s