Tom Hillenbrand „Diabelski owoc. Kryminał kulinarny”

diabelski

Pierwsze książki o tym, że ktoś kogoś zabił i uciekł, a ktoś inny go szuka napisano w pierwszych latach ubiegłego wieku. Jakimś kompletnym nieprawdopodobieństwem nikt do tej pory nie wpadł na to, aby w ten schemat włączyć wątki kulinarne. Jako że kryminał uważam za najdoskonalszy gatunek literacki, a przygotowywanie jedzenia za najważniejszą ze sztuk, to niezależnie od takich lub owakich recenzji po tę pionierską książkę rzuciłem się jak na kiszkę ziemniaczaną mojej mojej mamy.

„Piekielny owoc” nie jest udanym kryminałem, ale jest świetnym kryminałem kulinarnym. Pewnie dlatego, że to pierwszy znany mi kryminał kulinarny (chętnie dowiem się o innych!). Z kryminałami jest jak z horrorami i odwrotnie, niż z romansami i erotykami. Kryminały i horrory wcale nie muszą mieć dobrej, nieoczywistej i zaskakującej fabuły, aby zachwycać. Wystarczy, że są dobrze napisane. Śmierć i groza mogą ocierać się o banał. Miłość i seks, niestety nie (bo wtedy to już jest albo harlekin albo zwykłe porno).

Kulinarnym Sherlockiem tej niezbyt długiej powieści jest Xavier Kieffer, właściciel niewielkiej restauracji regionalnej w Luksemburgu, który rzucił wielką karierę paryskiego restauratora, wieszczoną mu przez jednego z największych mistrzów patelni w Europie, w przeszłości nauczyciela i przybranego ojca. Pewnego dnia, podczas zaskakującej wizyty w restauracji Xaviera recenzenta prestiżowego rankingu Gabina, recenzent ów nagle umiera. To wydarzenie otwiera kryminalne śledztwo prowadzone na własną rękę przez sympatycznego, ale przez to nijakiego, miękkiego i mało wyrazistego jak na głównego bohatera. Spośród dosłownie kilku głównych postaci, które pojawiają się na kolejnych kartach tej powieści, wyłącznie osoba latynoskiego przyjaciela naszego bohatera, obecnie gwiazdy kulinarnych reality-show, jest opisana barwnie i wyraziście.

Ani postaci, ani intryga, zakończona w bardzo łatwy do przewidzenia sposób, nie są głównym atutem tej książki. Tym, co jest fajne i co wciąga, jest możliwość zajrzenia na zaplecze branży „gastro”. Przygotowywanie jedzenia, sprzedawanie go i zarabianie na tym pieniędzy to sprawy fascynujące dla każdego, kto choć od czasu idzie tam, gdzie przygotuje się mu posiłek, a on potem za to zapłaci. W tym przypadku jedzenie ma coś wspólnego z seksem. Dużo większe zainteresowanie społeczne budzi seks uprawiany za pieniądze, niż ten codzienny, w domowych pieleszach. Tak samo, gotowanie obiadu w domu jest nudne, ale to, co się dzieje za uchylnymi drzwiami oddzielającymi kuchnię od pomieszczenia dla gości restauracji, jest już fascynujące.

Dowiemy się więc z tej książeczki nie tylko tego, kto i dlaczego zamordował recenzenta od Gabina. W zasadzie autor nie próbuje nawet wzbudzić w czytelniku szczególnej ciekawości, co powinno dyskwalifikować go jako autora powieści kryminalnej. To jednak z jaką swadą, wiedzą i zręcznością opowiada o przemyśle kulinarnym i gastronomicznym, organizacji pracy w restauracji, relacjach zawodowych, jakie się tam tworzą, o tym w jaki sposób godzić zadowolenie klientów z oszczędzaniem na klientach, o hierarchiach panujących w tym środowisku, jest naprawdę warte poświęcenia kilku godzin.

Na ostatnich kartach wątek kryminalny łączy się z globalnymi zagadnieniami odżywania się i sprzedawania żywności na światowych rynkach. Otoczone jest to wszystko woalką politycznej poprawności, polityką Unii Europejskiej i roli Chin w tych sprawach. Trochę to wszystko na koniec wychodzi ponaciągane i słabe, jednak jak na pierwszy w dziejach kulinarny kryminał ta książka ma się naprawdę nieźle.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s