Strachy na lachy – !To!

Uważam, że piosenką  „Jaka piękna katastrofa” zespół Strachy na Lachy zbliżył się do doskonałości w synergicznym połączeniu Grabażowskiej poetyki i niemożliwej do podrobienia pidżamowostracholachowej melodii i brzmienia. Chociażby z powodu tego jednego kawałka nad tą płytą trzeba się zatrzymać. A takich powodów jest więcej.

Nigdy wcześniej ten zespół nie brzmiał tak pewnie i swobodnie. To już nie jest muzyczny naturszczyzm, ale też daleko od rutyny. Słyszymy zarówno stare autorskie pomysły brzmieniowe („Mokotów„, „Gratisfaction„), ukłony w stronę latino („Sympatyczny atrament”), późniejszego The Strokes („Bankrut„) czy starego big bitu („Żeby z tobą być„). Największym eksperymentem brzmieniowym jest piosenka „Za stary na Courtney Love„, która jak dla mnie przypomina trochę, może przez te smyczki, może przez ten rytm jak z Eurythmics, elektroniczną muzykę sprzed trzydziestu lat.

Ta muzyka nie jest eklektyczna, da się jej z przyjemnością słuchać kawałek po kawałku. Piosenek, które zostały świetnie nagrane w studio i pewnie świetnie zabrzmią na żywo.

Od dawna czekam na moment, w którym Grabaż wyprztyka się z tej swojej autorskiej poetyki, kiedy zaczną mi się nudzić te jego przewidywalne metafory, kiedy poczuję się już za stary na te jego tanie śpiewki o miłości. To jeszcze nie teraz. Dużo się dzieje w tekstach na tej płycie. „Dodekafonia” mogła nużyć gnuśnością. Na „!To!” dzieje się w tekstach o wiele więcej. Gorszym momentem jest na pewno efekciarska i po prostu słaba „I can’t get no… gratisfaction”, rzecz o hejterach w Internecie. Na pewno znalazło by się kilka lepszych piosenek na singla.

Dwie „kryzysowe” piosenki z pierwszej części płyty („Bankrut” i „Gorsi”) nawiązują klimatem do „Dodekafonii” – zimno, smutno, brak kasy, myśli samobójcze, więc „swoje życie w szatni odwieś”. „Gorsi” to kontynuacja retoryki ze starej piosenki PP „Twoja generacja”, którą tutaj Grabaż celnie nazywa „generacją pic” i genialnie oskarża, że „jesteście gorsi niż wasi starzy”. Trochę szerzej i bardziej socjologicznie temat trudnej miłości do Polski, „kraju, w którym najlepiej sprzedają się znicze”, kontynuowany jest w „Bloody Poland”.

Mnie jednak najbardziej zafrasował w wierszach Grabowskiego powrót do erotycznej poezji z wczesnych czasów Pidżamy Porno. Mam tu na myśli wspomnianą już na początku „Piękną katastrofę” i zaśpiewany z przymrużeniem oka „Żeby z tobą być„. Podmiot liryczny deklaruje w tych utworach wyznania naiwne i piękne, takie jak na przykład, że „chcę być twoją tapetą na pulpicie”, „na solo wyjdę z krokodylem”, „całuję oczy twe markotne” i temu podobne. W „Żeby z tobą być„, o której to piosence mowa, Grabaż stosuje dramaturgiczny zwrot w narracji o miłosnych dążeniach podmiotu lirycznego, który jakbym już słyszał w piosence „Maria i Józef” Muzyki Końca Lata.

Piękna katastrofa„, to, jak już wspomniałem, najlepsza piosenka w tym zestawie, piosenka o dobrym rozstaniu ze złą kobietą. Kobietą, za którą „głośno zamykają się drzwi”. jest to więc wiersz o sprawach nieodwracalnych, bo „z popiołu nie rozpali się ogniska” i „do komina iskry nie wracają”. Tekstem tym Grabaż ociera się o genialność. Lecą skry.

Na dokładkę – dwie piosenki o miłości już zdecydowanie mrocznej i niebeztroskiej: „Sympatyczny atrament” – o straceńczym barze wśród „lasu dziewczyn dekoltów”, „Za stary na Courtney Love” i dziwna piosenka „Dreadlock Queen” o nastolatce – staruszce.

Nie mam się do czego przypieprzyć.

2 thoughts on “Strachy na lachy – !To!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s