Marek Bieńczyk – Książka twarzy

O tym, że w tym roku Nagrodę Nike dostał Marek Bieńczyk, dowiedziałem się właśnie z Facebooka Jasia Kapeli. Jaś napisał, że się cieszy. Ja też się cieszę, bo choć od wielu lat wszyscy od prawa do lewa krytykują Nagrody Nike za to, że są to trofea środowiskowe, rozdawane znajomym przez znajomych, konserwatywne, to tym razem dostało się Nike komuś, kto zasłużył na te sto tysięcy złotych nagrody. No i to, że ucieszył się z tego nawet szatniarz Krytyki Politycznej, choć przecież ten Bieńczyk to zatęchły krakus, miłośnik burżuazyjnego napoju „wino z winogron”, długoletni współpracownik Tygodnika Powszechnego – pisma niby postępowych, ale jakoś tak zatrzymanych z trzydzieści lat temu katolików z Krakowa. To wszystko stanowi świadectwo, że Nike dla Bieńczyka jest ok.

Bieńczyk dostał tę nagrodę za „Książkę twarzy”, coś w rodzaju próby przełożenia logiki Facebooka na język literatury, na język literatury pełną gębą. To trzydzieści dwa „profile” znaczących dla Bieńczyka osób, zgromadzonych w cztery grupy: Sportiva, Melancholica, Sensualica, Romantica, Geografica. Krótkie, dygresyjne szkice postaci sportu (głównie futbolu), jedzenia (głównie wina), literatury (głównie młodzieżowej i popularnej) i filozofii (głównie francuskiej). Całość wywołuje wrażenie chaotycznej i takie prawdopodobnie miała sprawiać wrażenie, bo Marek Bieńczyk jest mistrzem w snuciu spontanicznych, barokowych albo raczej Hrabalowskich opowieści, które są pisane na jednym oddechu.

Bohaterowie „Książki twarzy” są tak samo różni, jak znajomości i lajki na Facebooku. Beenhakker, Winnetou, Chandler, Agassi, Chateaubriand – nie układają się, wbrew temu, co piszą niektórzy krytycy – w żadną logiczną, konsekwentną opowieść. Są profilem, autokreacją, wizytówką autora. Widzimy z nich, jak Bieńczyk kocha wino, piłkę nożną, literaturę młodzieżową i filozofię francuską i jak doskonale potrafi o tym opowiadać. Jest to – będę się przy tym jednak upierał – wielokolorowa randomiczna mozaika, którą można układać w dowolnym porządku, jak rozdzialiki „Gry w klasy” Cortazara. W tym sensie jest ona kolejnym krokiem w zrywaniu z dziewiętnastowieczną narracją, gdzie każda opowieść musi mieć początek, rozwinięcie i zakończenie. Jeśli chcemy jakiejkolwiek opowieści, musimy ją sobie sami ułożyć – spersonalizować.

„Książka twarzy” to zbiór świetny, trudno jednak ulec wrażeniu, że nagroda dla Bieńczyka jest również środowiskowym uznaniem dla całego dorobku tego świetnego tłumacza (przekład większości późnych dzieł Kundery to sprawka Bieńczyka), eseisty, powieściopisarza, ale dla mnie osobiście wielkiego propagatora kultury wina i futbolu. W obu tych kulturowych fenomenach potrafi on nie tylko dostrzec piękno i liryzm, ale również świetnie pisać, choć słowo „świetnie” to mało powiedziane. Każdy, kto próbował kiedykolwiek pisać o tych sprawach wie, jakie to trudne. A Bieńczyk jest w tym mistrzem.

Jest jeszcze coś, co cieszy w decyzji jury tegorocznej Nike. Świat literatury roczników urodzonych w latach sześćdziesiątych i wcześniej, pomijając kilka wyjątków, zawsze drażnił mnie swoim naburmuszeniem, wyniosłością i hermetycznością. Ludzie, którzy najczęściej – wychowani w PRL-owskim etosie – albo uświadamiali ideologicznie gawiedź, albo podtrzymywali kulturę języka polskiego wbrew sowieckiej propagandzie, traktując czytelników z pewną „splendid isolation”. Nagroda Nike była dla mnie zawsze ostoją tego środowiska – Miłosz, Szymborska, Zagajewski, Gazeta Wyborcza, Tygodnik Powszechny i całe grono ich bezkrytycznych fanów, sikających z zachwytu nad wszystkim, co poeta lub prozaik wyprodukował, niezależnie od tego, jaką to ma wartość. Dlatego kiedy zobaczyłem ironicznego, niedbale ubranego w marynarkę i rozchełstaną koszulę Bieńczyka, który zawsze pozostawał w dystansie wobec tego naburmuszenia, nie mogłem się nie ucieszyć.

Tak się szczęśliwie składa, że w sobotę 13 października o 19:30 w Galerii Arsenał (ul. Mickiewicza 2) w Białymstoku będzie można spotkać się z Markiem Bieńczykiem i pogadać osobiście o winie, futbolu, książkach dla młodzieży lub kryminałach. Mam nadzieję, że przywitamy go z odpowiednim dystansem i lekkością.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s