Janek Samołyk – Problem z wiernością

Dziewczętom i niektórym chłopakom na pewno te smutne piosenki się bardzo spodobają.

Staroświeckość muzyki Janka Samołyka jest wyjątkowa, bo nie podkłada się pod żaden big-bit, lata osiemdziesiąte, punk-rock, rockabilly czy co tam jeszcze Państwo chcą. Na nowej płycie „Problem z wiernością” Janek podejmuje odważną próbę grania konserwatywnej muzyki, która jednocześnie wieje świeżością, i której da się słuchać w każdych okolicznościach.
W tym „problemie z wiernością” chodzi pewnie o jakąś dziewczynę, ale kiedy wsłuchuję się raz, drugi i trzeci w te 14 piosenek umieszczonych na płycie pomalowanej melancholijną akwarelą, śmiem sądzić, że chodzić tu może również o problem z wiernością muzyce, na której zespół się wychował. Otwierająca album, tytułowa piosenka, zaczyna się jak „Prześliczna wiolonczelistka ” Skaldów! Niektóre chórki, na przykład w „Along the Way” są jakby z Beach Boys, a „I’d love to turn you on” w „Another Colour Everyday’ to oczywiste nawiązanie do Beatlesów, a cała piosenka brzmi jakby mogli ją wykonywać Stone Roses. Te wszystkie spokojniejsze piosenki na płycie, jak wymienione wyżej, jak „Miss My Past” , „Sit By Me” i zamykająca płytę, wzruszająca i chyba najlepsza na płycie „She Knows I’d Love To See Her”, gdzie Janek śpiewa niektóre partie falsetem, stanowią jedno oblicze tej naprawdę porządnej płyty.

Piosenki po angielsku są melancholijne, są o miłości, są w nich skrzypce i miły żeński głos w tle. I nie trzeba do tego znajomości języka (kto się zresztą wsłuchuje w słowa piosenek po angielsku?), aby je polubić.

Wolę jednak, gdy Janek śpiewa po polsku, nawet jak mu to trochę gorzej wychodzi. Wtedy z jeszcze większą elegancją porusza się po bardzo cienkiej granicy między popem, rockiem i…. poezją śpiewaną. Nie są to na pewno wiersze wielkie, ale śpiewane z bezpretensjonalnością i szczerością. No i zdarzają się językowe perełki („wpadaj, kiedy pada”, „mówi, że uszy lubi najbardziej, mimo, że stoisz pół-goły”).

Płyta jest jednak raczej smutna, jest ewidentnie o uczuciowych problemach, rozterkach, rozstaniach. Nie brakuje momentów, które mogą niektórym wydać się banalne lub zbyt dosłowne (kryzys „małżeński” w „Czy to jest przypadek”), albo ewidentnych tekstów o braku weny twórczej („niespieszny ruch w fotelu, mama w dłoni ostre pióro, od kropel atramentu czmycha wzrok”). Są jednak również momenty bardzo wzruszające i celne ( w piosence „Pamiętam, niektóre zapomniał”, na przykład takie cudo: „mógłbym napisać o tym, jak patrzysz, albo o gniewnej na czole zmarszczce, mógłbym napisać o twoich rzęsach, o tym, że krzyczysz zawsze, gdy tańczysz”). Albo bardzo moim zdaniem dojrzały tekst niekoniecznie dla nastolatków pod frywolnym tytułem „Kapitan Czacza” („pragnąc stale niemożliwego choć znasz odpowiedź, wciąż pytasz, dlaczego”) o trudnej sztuce brania na siebie odpowiedzialności za   rozstanie.
Mimo tych wszystkich złośliwości, spędzam ostatnio dużo czasu z muzyką Janka Samołyka na uszach i na pewno będę chciał posłuchać go na żywo 7 grudnia w Gram Off Onie . Warto stracić dyszkę, nie stracę jedynki.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s