Francis Ford Coppola – Tetro

Tetro (2009)Przypominający w tym filmie do złudzenia – i z wyglądu i charakteru – Leonardo di Caprio – Alden Ehrenreich gra tu osiemnastoletniego Benniego, który – korzystając z awarii statku, na którym pracuje jako pomywacz, odwiedza w Buenos Aires dawno nie widzianego brata. Obaj są synami dyrygenta wielkiego formatu, który w czasie odwiedzin podupada na zdrowiu. Bennie z Tetro (tu duża rola Vincenta Gallo) i jego partnerką Mirandą, spędzają większość czasu w nieposprzątanym mieszkanku na piętrze oraz w artystycznym kluboteatrze, w atmosferze kawy, papierosów i argentyńskiego lata. Tetro od początku wydaje się dziwny, brata trzyma na dystans, więc od razu łatwo się zorientować, że kluczowa dla filmu jest zagadka, którą trzyma w sobie Tetro. Wiemy tylko, że ma duszę artysty, kiedyś pisał dramaty, ale w końcu przestał i teraz dorabia jako oświetleniowiec we wspomnianym kluboteatrze.

Bennie odkrywa sekretne notatki Tetro, a tym samym – krok po kroku – jego wielką, ukrywaną tajemnicę. W tej braterskiej relacji zakłóconej toksycznym wpływem ojca rozgrywa się dramat  filmu. Fabuła wymyślona pięknie, historia można powiedzieć – klasyczna, dramat w sam raz do opowiedzenia dla wielkiego reżysera, film w sam raz do głębokiego przeżycia przez widza.

Takie miałem wrażenie jako ów widz, wychodząc z sali kinowej, która wypełniona była po brzegi zadowolonymi, wzruszonymi  i przeżywającymi tę opowieść widzami. Historia Tetro opowiedziana jest w pięknej czarno białej konwencji (za to retrospekcje są kolorowe), z ogromną plastycznością. Gra aktorów (poza plastikową rolą ojca rodziny) urzeka.

Zarzutów jednak będzie sporo, choć początkowo dałem „Tetro” 9 na FilmWebie.  Otóż w Tetro wszystkiego jest za dużo. Za dużo konwencji i śmiania się z konwencji, za dużo powtarzających się fali emocji bohaterów przenoszących się na widza, za dużo wyczekiwania na finał, który – choć zaskakujący i pięknie wieńczący ten tradycyjny edypowy problem – pojawia się stanowczo za późno, a końcowe emocje skupiają się nie na głównym bohaterze, lecz na Bennie, który przez całe dwie godziny ciągnął nitkę w kierunku rozwiązania i – z pośredniego narratora – stał się centralną postacią opowieści. Jest to – tak czy inaczej – piękny film. Niestety, aż za piękny.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s