James Cameron – Avatar

James Cameron, twórca „Titanica” (jeśli ktoś nie pamięta – obrazu, w którym rozmach budżetowy szedł w parze z ogromem kiczu), powraca w jeszcze wyższej formie. Na nowy film wydał jeszcze więcej i udało mu się coś, w co niewielu wierzyło – nowy film jest jeszcze bardziej kiczowaty i efekciarski niż poprzedni. Niemożliwe? Za jedyne 30 złotych dostaniecie tyle tandenty, ile całe Hollywood nie produkuje przez rok.

Rzecz dzieje się w XXII wieku na planecie Pandora (sic!). Zamieszkuje ją, podejrzanie i oczywiście całkowicie przypadkowo przypominający Indian, lud Na’avi – szlachetny, uduchowiony, żyjący w zgodzie z fauną i florą. Jest on w niesprawiedliwy i okrutny sposób eksterminowany przez ludzi (w tej roli – tu zaskoczenie – żujący gumę Amerykanie z teksańskim akcentem i o tradycyjnych przekonaniach). Ludzie pozyskują na Pandorze minerał, o którym wiemy tylko tyle, że jest warty 20 mln dolarów za kilogram (kolejne sic!). Główny bohater filmu – Jake – bierze udział w programie Avatar – użycza swojego umysłu ludzko-zwierzęcej hybrydzie (jego umysł – jej ciało). Odbywa się to w praktyce tak: sparaliżowany Jake leży w specjalnej komorze, a niebieski, dwiupółmetrowy humanoid patrzy i czuje jako Jake, ciałem jednak Jakiem nie będąc. Humanoid ów przypomina rdzennych mieszkańców Pandory, ponieważ misją Jake’a jest wniknięcie w społeczność Na’avich. Bohater kontynuuje tradycje Suworowa czy Kuklińskiego. Świat Na’avich, którego miał zadanie nienawidzić, stopniowo go oczarowywuje, aż w końcu Jake przechodzi na stronę wroga, by w ostatecznej rozgrywce stanąć na czele czegoś w rodzaju powstania przeciw ludziom.

Jak widać, fabuła filmu jest przewidywalna i nudna jak flaki z olejem. Jedyną nowością, jaką dostrzegłem w filmie jest przedstawienie naukowców inaczej, niż w stereotypowej roli bezdusznych, pozbawionych sumienia i oderwanych od rzeczywistości sztywniaków. W filmie Camerona pełnią oni rolę pozytywną, co było jedynym zaskoczeniem, jakiego doznałem podczas seansu.

Również tak zwane drugie dno, o którym niektórzy z natchnieniem mówią i piszą, jest oczywiste i płytkie jak dno Balatonu. Film ten ma być zbiorowym rachunkiem sumienia Amerykanów za występki, jakich dopuszczali się wobec Indian lub też dopuszczają się wobec narodów, które okupowali lub okupują. Ta zbiorowa psychoanaliza odbywa się na wyjątkowo wygodnej kozetce, ale lekarz nie ma pacjentowi – poza komfortem – nic do zaoferowania.

Rozumiem zachwyty nad tym filmem – jest pięknie zrobiony. Jednak pod trójwymiarowym szaleństwem, pomieszaniem grafiki komputerowej z pracą żywych aktorów, wartką akcją i pięknie pokazaną planetą Pandora nie kryje się nic godnego uwagi.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s