Michael Winterbottom „Genua. Włoskie lato”

Skojarzenia z Vicky Cristina Barcelona narzucają się tak natrętnie, że aż drażnią. Amerykanie rzuceni w europejską egzotykę. U Allena po to, aby zaznać nowych experiences, u Winterbottoma – aby znaleźć nowy początek po rodzinnej tragedii. I tu, i tam są to właściwie banalne opowiastki, skonstruowane wbrew hollywodzkim trendom, bez happyendu, właściwie bez puenty.

Film Winterbottoma jest bez dwóch zdań głębszy i bardziej frapujący. A przede wszystkim – nie jest bezpretensjonalną, błahą opowieścią o wakacyjnym romansie, ale ambitnym przedstawicielem gatunku ghost story.

Zaczyna się od bum. Dosłownie i w przenośni. Wskutek beztroskiej zabawy dziesięcioletniej dziewczynki Mary (Perla Haney-Jardine), podczas jazdy samochodem ginie jej matka. Świadkiem i uczestnikiem wypadku jest druga córka, szesnastoletnia Kelly (Willa Holland). Po tej tragedii, ich ojciec Joe (Colin Firth) postanawia przenieść się na jakiś czas do Europy, by w słonecznej Genui spróbować „nowego początku”.

Południowa Europa pokazana przez Winterbottoma jest zupełnie inna, niż ta Allena. Tym, co obsesyjnie interesuje reżysera, jest niebezpieczeństwo. Ono czyha na dziewczynki wszędzie. Jest wzburzoną falą morza, ogniem świecy w kościele, wąską uliczką włoskiego miasta, niepokojącym szumem liści w lesie czy świstem przejeżdżających aut. Reżyser gra z widzem w niepokojącą ruletkę: która z córek Joe’a zostanie skrzywdzona przez okrutną europejską rzeczywistość jako pierwsza? Czy niewinna Mary, której co chwila przedstawia się duch zmarłej matki, czy beztroskiej nastolatki Kelly, odkrywającej uroki dorosłości w postaci włoskich skuterów, kąpieli w morzu nocą i skrętami palonymi gdzieś na zapleczu klubu. Reżyser umiejętnie zbliża dziewczynki do tych wszystkich niebezpieczeństw, popychając w stronę przepaści to jedną, to drugą.

Ten interesujący film ma jeszcze jedną zaletę poza świetnie rozgrywanym napięciem między głównymi bohaterami, duchem matki i widzem. Jest wprost cudownie nakręcony. Zamiast ucukierkowanej przez Allena Hiszpanii mamy tutaj naturalizm w iście mistrzowskim stylu, do którego przyzwyczaiło nas offowe kino brytyjskie. Kadry połamane profesjonalnie, około jednej trzeciej nasycenia kolorami i – oczywiście – cudowne południowoeuropejskie światło Genui. Aktorsko najlepiej wypada mała Perla – sceny nocnych koszmarów wywołują dreszcze i przerażają realistycznością. Natomiast Willa Holland – bardzo słaba.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s