Konrad T. Lewandowski „Bogini z labradoru”

„Bogini z labradoru” Konrada Lewandowskiego to trzecia część opowieści o dzielnym Jerzym Drwęckim – komisarzu policji, który w barwnej rzeczywistości Warszawy lat dwudziestych ubiegłego wieku rozwiązuje mroczne detektywistyczne zagadki. Tym razem pułkownik Wieniawa-Długoszowski zwraca się do Drwęckiego z prośbą, czy też – patriotycznym zadaniem – rozwikłania okultystycznego spisku, do którego włączona jest prawie cała warszawska śmietanka towarzyska.  U Lewandowskiego, podobnie jak w poprzednich powieściach tej serii: „Magnetyzerze” oraz „Elektrycznych perłach” postaci wymyślone mieszają się z rzeczywistymi. W „Bogini z labradoru” pojawiają się, obok Wieniawy, filozof i imprezowicz Franciszek Fiszer, Stanisław Witkiewicz czy Witold Gombrowicz. Niektóre z nich pełnią tylko rolę ozdobników ubarwniających opowieść, inne czynnie włączają się w intrygę.

Należy przyznać, że Lewandowskiemu dobrze wychodzi łączenie lekkiego stylu opowieści kryminalnej z niezwykle sprawnym opowiadaniem o przedwojennych realiach. Nie wiem, czy większą radością od domyślania się nad rozwiązania śledztwa Drwęckiego, nie jest wędrowanie ulicami przedwojennej stolicy, jej restauracji i wyszynków, salonów i spelun, dawnych dzielnic i ulic, a przede wszystkim ludzi: ich charakterów, języka. W „Bogini z labradoru” dodatkowo pojawia się dodatkowo ważny wątek lwowski, mamy więc retrospektywną relację z obrony Lwowa w latach 1918-1920. Wszystko to Lewandowski opisuje z humorem i bez patriotycznego, sentymentalnego nadęcia.

Wśród najczęściej pojawiających się zarzutów wobec poprzednich przygód komisarza Drwęckiego najczęściej pojawiały się opinie, iż postać głównego bohatera jest zbyt płaska. To prawda, Jerzy Drwęcki, pomimo że inteligentny, wygadany i towarzyski, był po prostu nijaki. Lewandowski najpradopodobniej wziął sobie do serca uwagi krytyków i w „Bogini z labradoru” dodał Drwęckiemu mroczny rys. Jaki, tego nie powinienem jednak zdradzać.

„Bogini z labradoru” to świetnie napisany kryminał historyczny. Literatura to lekka, ale z zamierzenia nie siląca się na jakąkolwiek ciężkość. Doskonały przykład literatury popularnej w najlepszym tego słowa znaczeniu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s