Jon Krakauer „Wszystko za życie”

Into the Wild Jona Krakauera to rekonstrukcja podróży życia i śmierci dwudziestokilkuletniego amerykańskiego młodzieńca, który pewnego dnia postanawia opuścić swój dom i wyruszyć „w dzicz” (into the wild). Zafascynowany postawą moralną Lwa Tołstoja i awanturniczym życiem Jacka Londona, przemierza Amerykę – najpierw samochodem, który porzuca na rzecz autostopu, kolei i pieszej wędrówki.

Stacją Astopowo Chrisa McCandlessa jest opuszczony, zdezelowany autobus nr 142 z Fairbanks, stojący w głębi alaskańskiej tundry. Mieszka tam około 100 dni, w całkowitym osamotnieniu, by na przełomie lipca i sierpnia 1992 roku umrzeć śmiercią głodową.

Historia McCandlessa jest na wskroś niepokojąca, tajemnicza i niejednoznaczna. Interpretować ją można albo trywialnie, albo bardzo głęboko – wszelkie interpretacje pośrednie nie są możliwe. Jednocześnie, im bardziej autor opowieści próbuje ją zracjonalizować i wytłumaczyć, tym większa tworzy się przestrzeń głębi. W ten sposób pozostajemy z wrażeniem, że najważniejsze w tej historii jest to, co nie zostało powiedziane, że jest jakaś wielka otchłań, która bez wątpienia jest, lecz o której należy milczeć. Zupełnie jak u Wittgensteina, który przecież podobnie jak McCandless zaczytywał się Tołstojem, a następnie pisał w Traktacie Logiczno-Filozoficznym: O czym nie da się powiedzieć jasno, o tym trzeba milczeć.

Podobnie jak ludzie gór, nomadzi i wagabundowie nie potrzebują metafizyki, by żyć głęboko i „metafizycznie”, podobnie ludzkie historie potrzebują przestrzeni milczenia, niewiedzy. Przypominają one trochę bańki mydlane – ulatują, gdy tylko próbujemy ich dotknąć. Jedyną metafizyką jest dla nich milczenie o metafizyce.

Jest więc życie i śmierć Chrisa McCandlessa traktatem antymetafizycznym w najbardziej klarownej do wyobrażenia postaci. Krakauer, próbując dowieść trywialnego powodu śmierci McCandlessa, wypełnia treścią, szczegółami, w całości przestrzeń, o której należy mówić. W ten sposób, w przesycie możliwych motywacji, w nadmiarze przyczyn i skutków, otwiera się ogromna przestrzeń metafizyki, której nie da się wysłowić. Jedyne, co da się odczuć, to niepokój i chłodne dreszcze na skórze.

9 thoughts on “Jon Krakauer „Wszystko za życie”

  1. Aniulka pisze:

    Często bywa tak, że książka jest dobra a ekranizacja filmu kiepska. W tym przypadku nie mam zastrzeżeń ;)Bardzo podobała mnie się książka jak i film, odczucia jeszcze dźwięczą mi w duszy ;)Muzyka również ujmująca i dopasowana do całej scenerii filmu😉 Moje ulubione kawałki to: Long Nights i Hard Sun, mogę słychać tego non stop😉 PS. Jeśli chcesz sie wybrać w podróż, a nie masz z kim – napisz do mnie🙂 (ja_czyli_anka@wp.pl)

  2. Piotr pisze:

    Wśród obecnych czasów, gdzie wygoda i dobra materialne wpajane są nam jako źródło szczęścia. Często zapominamy o tym co naprawdę ważne i kim jesteśmy. Stawiając sobie pytanie czy moglibyśmy z czegoś zrezygnować…, jest jak najbardziej nie na miejscu, przecież trzeba gonić w pogoni za lepszym, droższym i piękniejszym, aż padniesz, aż sąsiad kupi lepsza furę…
    Ten film na nowo przypomina mi przygodę, w poszukiwaniu własnego „Ego” w oderwaniu od dóbr materialnym, narzuconych schematów w celu odnalezienia czystej wolności. „Jeśli czegoś chcesz sięgaj po to rękoma” – bardzo fajne słowa w odniesieniu do marzeń, często bardziej je zakopujemy i zastępujemy promocja, fast foodem, fotelem….jednak tym razem sięgnę po łopatę i odkopie te morzenie o podróży do Hiszpani na bzedroża🙂

    • Dawidek915 pisze:

      Dla mnie Christopher przeżył swoje życie w 200%. Był młodym, inteligentnym chłopakiem z normalnej, wydawałoby się, amerykańskiej rodziny. ‚Niszczony’ od małego przez osoby, w których powinien czuć największe oparcie, po ukończeniu studiów realizuje swoje marzenie. Pięknie jest tak odciąć się od wszystkiego i wszystkich wkoło, spakować plecak podróżny i ruszyć… Ruszyć przed siebie z pełną mobilizacją do osiągnięcia postawionego wcześniej celu. Wreszcie mógł wykrzyczeć dla rodziców to co czuł, to jak bardzo go ranili. Wsiadł w auto i zniknął. Nie potrzebował najlepszego wozu, telefonu, czy konta w banku, jemu wystarczyło to, co miał w głębi duszy- czystość i upór. Postawił sobie cel i dążył do niego nie bacząc na przeszkody. Udało się… Dotarł do mety wyścigu, który tak toczyl sie między nim, a całym otaczającym go, bezdusznym i bezwzględnym światem. Metą okazała się wolność, całkowita swoboda, szczęście doskonałe- Alaska. Tam już nikt nie mógł go skrzywdzić, ani psychicznie, ani fizycznie. Żył sam, tak jak chciał. Jednak nieprzygotowanie do przeżycia w takich warunkach spowodowało na pewno pełną cierpień śmierć. Mimo to Chriss nie odchodził mając na twarzy uczucie bólu, strachu czy wyrzutów sumienia. Odchodził szczęśliwy, bo wiedział, że jego cel został osiągnięty. ” Miałem szczęśliwe życie i dzięki Ci, Panie. ”

      Muzyka również cudowna, wspaniale przedstawiająca uczucia, jakie towarzyszyły Chrissowi w jego ‚ wędrówce po życie ‚. Razie Vedder popisał się naprawdę talentem, bo stworzyć muzykę, która nie zostanie daleko w cieniu tak świetnego filmu, jest bardzo ciężko. Szacunek!

      • Dawidek915 pisze:

        Za błędy przepraszam, pisałem z telefonu i tak mi się czasami źle wcisnęło😛 Naturalnie chodziło mi o Eddiego Veddera.

  3. Wojtek pisze:

    Cudowny film, szkoda że sam nie mam tyle odwagi co ten facet. To zdecydowanie jedna z tych historii, po której długie tygodnie nie będę mógł się otrząsnąć.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s