Zbigniew Mentzel „Wszystkie języki świata”

Książka Zbigniewa Mentzela długo leżała na stosie nazywanym w mojej osobistej nomenklaturze do przeczytania w pierwszej kolejności. Kupiona pod wpływem kilku dobrych recenzji, cierpliwie czekała na swoją kolej. W końcu się doczekała.

Konstrukcja książki opiera się na sprawdzonym i poprawnie przez autora zrealizowanym pomyśle. Bohater, którym bez wątpliwości jest autor, podczas jednego, całkiem zwyczajnego dnia, dokonuje obszernej retrospekcji swojego życia, począwszy od dzieciństwa w ciemnych latach stalinowskich, przez dojrzewanie w PRL-u późnych lat 60. i 70., aż po „nowe czasy” lat dziewięćdziesiątych.

To dobrze, że Mentzel zdecydował się na tak prosty i zdawało by się wyświechtany pomysł konstrukcyjny. Dzięki temu jasne są intencje tej książki: to powieść z gruntu autobiograficzna, choć nie bez głębszych przesłań, o których za chwilę. Warto tutaj wspomnieć o bardzo pod wieloma względami podobnej książce Janusza Andermana „Cały czas”. Tam również bohater podejmuje próbę podsumowania swojego życia i dzieje się to nie w trakcie jednego dnia, jak u Mentzela, lecz w ułamku sekundy – w chwili, gdy bohater staje twarzą w twarz ze śmiercią. Choć Anderman dysponuje zdaje się jednak lepszym warsztatem od Mentzela, to pretekst do życiowej summy jest u tego ostatniego zdecydowanie mniej naciągany, a dzięki temu bardziej autentyczny.

Ktoś napisał, że jest to książka wielowarstwowa. Zapewne tak, chociaż to sformułowanie sugeruje bogactwo alegorii, metafor, możliwych interpretacji i znaków zapytania, a tak w przypadku książki Mentzela nie jest. Owa wielopłaszczyznowość polega raczej na tym, że „Wszystkie języki świata” to jednocześnie książka o PRL-u i jego upadku, to również książka o inteligencji i jej zmaganiach z tym ustrojem, książka o Warszawie, ale równie dobrze autobiografia, jak i – czemu nie – dosyć uniwersalny raport z dojrzewania. I wreszcie – w dużym stopniu książka Menzela jest literackim traktatem nad poszukiwaniem swojego miejsca w życiu. Wielopłaszczyznowość ta nie jest w żadnym stopniu ukryta – poszczególne warstwy odkrywa czytelnik bez większych kłopotów i bez nadużywania interpretacji. Zdecydowanie najwięcej trudu przychodzi zrozumienie, na czym polega problem z „językami”, których próbuje uczyć się autor i z którymi jest tak wielki metafizyczny kłopot.

Tytułowe „języki świata”, które próbujemy dniami, miesiącami i latami zgłębiać, i których nigdy nie udaje się poznać dostatecznie dobrze, to według Menzela nie tylko narzędzia komunikacji z innymi, ale również – a może przede wszystkim – sposoby zrozumienia siebie samego. Należy stwierdzić, że zadaniem nadania książce filozoficznej „głębi” Mentzel poradził sobie najsłabiej. Ambicje, aby swoje dzieło uczynić traktatem quasi-filozoficznym nie powiodły się do końca. Owszem, podobać się może pokazanie, na własnym przykładzie, że zmiany historyczne, społeczne czy ustrojowe, które powinny nas dotykać, zmieniać i kształtować diametralnie, na bardzo głębokim poziomie – na poziomie poszukiwania tego uniwersalnego „języka” – nic tak naprawdę nie znaczą. Zapał, z jakim oddajemy się rzeczywistości, jest zawsze taki sam. Zrozumienie tego zapału, poskromienie go, jest właśnie opanowaniem tego jednego, a zarazem „wszystkich języków świata”.

Pomijając tę filozoficzną „otoczkę”, którą autor ozdabia swoje życiowe losy, pozostają pozostałe płaszczyzny. Jest w książce Mentzela bardzo zgrabnie „narysowany” portret inteligenckiej rodziny ze skomplikowanymi relacjami małżeńsko-rodzicielskimi, które stanowią fabularną oś książki. Mamy też obraz rzeczywistości PRL-u i wczesnego kapitalizmu lat 90. Tutaj Mentzel prezentuje spory kunszt w wyłapywaniu różnych smaczków i szczegółów codzienności tych czasów – niektóre fragmenty czyta się z wielką radością. Dodatkowo mamy w tej książce kolejną sprawnie opowiedzianą historię dojrzewania z następującymi po sobie inicjacjami: społeczną, erotyczną, polityczną itd.

Dlaczego w takim razie nie może człowiek, pomimo najszczerszych chęci, zachwycić się tą książką? Może właśnie dlatego, że zbyt wiele intencji i zamiarów przyświecało autorowi. Być może efekt zepsuło bogactwo, które wtedy można docenić, kiedy jest przedstawione w sposób perfekcyjny, a ta sztuka przysługuje geniuszom.

„Wszystkie języki świata” to bardzo dobra książka. Zgubiły ją trochę entuzjastyczne recenzje tak zwanego „środowiska”, które rozbudziły zbyt mocno nadzieje czytelników. Piątka, ale – na szczęście – bez entuzjazmu.

Reklamy

One thought on “Zbigniew Mentzel „Wszystkie języki świata”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s