Jerzy Suszko „Donosy na Kisiela”

Na początku jestem zmuszony przestrzec, że wbrew tytułowi i okładce, nie jest to książka o Stefanie Kisielewskim.  To pierwsze, acz ne jedno, kłamstewko, jakim obdarza nas autor i wydawnictwo, co zważywszy, że żyjemy w świecie, gdzie nic nie jest za darmo, pozwala z niepokojem wspomnieć te dwadzieścia kilka złotych pozostawionych w księgarni. Ale od początku. Książka Jerzego Suszki, urodzonego w 1921 roku dziennikarza sportowego i scenarzysty, to bardzo chaotyczny zbiór wspomnieniowych impresji o znajomych i przyjaciołach autora, wśród których – a owszem – znalazł się też Kisielewski.

Każdy, kto sięgnie po tę nieudaną książkę, na pewno podzieli moje zdanie, że autor przejawia rzadki u osobników w jego wieku brak zdecydowania co do tego, o czym tak naprawdę opowiada jego książka. Załóżmy, że przyczyną braku wyraźnej osi, wokół której miałaby toczyć się książka, jest kalejdoskopowy gwiazdozbiór wielkich postaci, którym przyszło autorowi towarzyszyć, jak również ciekawe czasy, w których historia pochuchiwała w plecy jej świadkom – częściej ze wschodu niż zachodu.

Na pytanie „o czym jest ta książka?” nie potrafię więc opowiedzieć. Jeśli natomiast bym musiał udzielić odpowiedzi, rzekłbym „trochę o wszystkim”. Trochę o Kisielu, nieco o Bohdanie Tomaszewskim, sporo o Jerzym Suszce, pojawia się też Miron Białoszewski, Jerzy Zawieyski i wiele innych legendarnych postaci. Wątki osobiste przeplatają się z analizami geopolitycznymi. Tutaj przewrotnie i absurdalnie brzmi krytyka Suszki pod adresem Miłosza, który Polaków nazywa narodem konfidentów. Absurdalnie, bo nastepnie autor z podziwu godną lekkością, opowiada o swoim delikatnym i niesformalizowanym donosicielstwie…

No właśnie, podtytuł książki być może wyjaśnia, jaki cel wywołał motywację zebrania na 200 stronach opowieści o złych i dobrych stronach życia w PRL-u. „Zeznania kandydata na donosiciela”. Suszko od lat sześćdziesiątych regularnie spotyka się z anonimowym kapitanem Służby Bezpieczeństwa na sponsorowanych przez państwo obiadach. Nie ukrywa tego faktu przed przyjacielem Kisielewskim, jednocześnie przekonując go – a na kartach książki również czytelników – że żadnej krzywdy Kisielowi tymi rozmowami nie robi. Pieniędzy nie pobiera (przyznaje się tylko do przyjęcia w formie prezentu ozdobnego talerza), jednocześnie nie wyjaśniając czytelnikom, w jakim celu podtrzymuje te kontakty, będąc jednocześnie uczestnikiem spotkań z Kisielewskim i innymi osobami mającymi na bakier z władzą. Jakże pociesznie brzmią z jednej strony wspomnienia i anegdoty dotyczące wielu spotkań ze Stefanem Kisielewskim w zderzeniu z beztroską, wykazywaną przez autora, gdy mowa o kontaktach ze służbą bezpieczeństwa.

Oczywiście autor nie zdradza wprost, o czym informował esbeka. Oczywiście twierdzi, że prowadził z nim subtelną grę. Nie brzmi to jednak przekonująco, szczególnie, że gra ta dotyczyła jednej z niewielu osób, którym udało się przeżyć cały PRL w pełni bezkompromisowo i w opozycji do komunizmu.

Pozostaje więc pewien niesmak. Książka zdaje się być takim „nieskromnym okazaniem skruchy”, ucieczką do przodu, dla niektórych jedynym rozsądnym wyjściem w czasach, gdy co kilka dni IPN wyciąga teczki coraz to nowych, sensacyjnych, donosicieli. Niesmak ratują anegdoty o Kisielu, których trochę udało się autorowi przemycić. Niewiele z nich jest jednak na tyle sensacyjnych, aby był sens przytaczać je ze śmiechem. Nawet tak przepastna beczka błazeństw, ironii i humoru, jaką był Kisiel, nie jest bez dna. Książka „Donosy na Kisiela” jest dowodem, że powoli jej zasoby się kończą.

Pomimo więc Kisiela wywalającego swój jęzor na okładce książki, pomimo jego ksywki w tytule, to nie on jest główną osią tej książki. Są nią natomiast – w moim odczuciu – nieprzekonujące wyrzuty sumienia Jerzego Suszki.

Reklamy

3 thoughts on “Jerzy Suszko „Donosy na Kisiela”

  1. jarecky pisze:

    Dzieki za recenzje/przestroge w dzisiejszym swiecie relatywizowania wszystkiego takie ksiazki beda sie pojawiac, natrafilem na jej slad w ksiazce ‚Zly Tyrmand” Urbaniaka. Jesli jestes zainteresowany fenomenem Tyrmanda polecam. Sa to relacje znajomych Tyrmanda o nim, mimo wszystko Tyrmand wychodzi z tych konfrontacji zwycięsko.

  2. arttemida pisze:

    Czytam właśnie „Donody na Kisiela”, zbliżam się do końca i mam coraz to większy niesmak. Nie dość, że pozycja niezbyt wysublimowana literacko, to dodatkowo stanowi niezbyt udaną próbę wytłumaczenia się przez pana Jerzego Suszkę ze swojej działalności. Takie usprawiedliwienie wobec faktu opublikowania Dzienników Stefana Kisielewskiego.
    Poza tym „Donosy…” zawierają wiele ciekawych, acz subiektywnych informacji o II RP i Przemierze Mikołajczyku oraz kilku barwnych postaciach ze świata sportu, prasy, literatury, filmu itp. No i socjalrealizmie. Taki głos w sprawie, bardziej wspomnienia po latach niż fakty oparte na źródlach, ale ciekawe, i dlatego, uważam, że książkę warto przeczytać.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s